Zgubiłam paragon, sklep nie chce przyjąć reklamacji. Co dalej?

Mamy hipotetyczną, a może wcale nie, sytuację. Kupiłyśmy nowe super buty od Gucciego, piękna torebkę Michaela Korsa, czy też wielki telewizor plazmowy by bić bogactwem po oczach sąsiadów oglądając kolejne zwycięstwa naszej dzielnej drużyny na mistrzostwach (no co – przecież pisałam, że sytuacja jest hipotetyczna taaaak?). Niestety nie cieszyliśmy się opadniętymi szczękami znajomych zbyt długo – tv przestał działać, ze szpilek zrobiły się papcie, a torebka zaczęła przypominać jednorazówkę z popularnego dyskontu. Chcemy je reklamować – szukamy paragonu.
Opcja pierwsza optymistyczna – mamy paragon, Pani z uśmiechem przyjmuje reklamację. Czekamy plus/minus 14 / 21 dni i mamy znów gotowy do użycia / noszenia / oglądania towar. Jeśli mamy więcej szczęścia to dostajemy nową torebkę i znów szpanujemy wśród koleżanek.
Opcja mniej optymistyczna – idziemy do sklepu, jednak nie mamy paragonu, więc z błaganiem w oczach tłumaczymy, że przecież kupione tu przedwczoraj, że Pani pamięta, bo akurat była i nie miała wydać 1gr, że paragon był no ale nie ma, ale przecież, koleżanka Mariola mówiła, że go wcale według prawa nie trzeba więc chyba tak można i chcielibyście zareklamować. Pani z bezradną miną tłumaczy, że o tu jej kierownik napisał, że podstawą reklamacji jest tylko i wyłącznie paragon i ona przeprasza, ale nie przyjmie. Pogodzeni z tym faktem idziemy z zepsutym sprzętem do domu, klnąc pod nosem, że Mariola, mimo iż taką mądrą i po kursach to g… wie i na pewno wprowadziła nas w błąd, bo skoro paragonu nie ma to i reklamacji też. Oczywiste!

 

No właśnie nie. Mariola miała rację – Pani w sklepie nie. Paragon nie jest podstawą gwarancji, o czym jak się okazuje, niewiele osób wie i daje się odprawiać z kwitkiem. Nieznajomość prawa konsumenckiego boli, ale przecież nie sprzedawcę. On doskonale o tym wie co można, a co nie, jednak jeśli może wykorzystać niewiedzę to czemu nie? Otóż wymóg okazania paragonu nie wynika z żadnych przepisów. Sprzedawcy paragon posiadają wyłącznie do celów urzędowych i zwyczajnie tak się utarło, że jest on jedynym dowodem zakupu, no i już koniec kropka! Pamiętajcie więc, że dowodem zakupu może być e-mail wysłany do sklepu z zamówieniem i opłaceniem za towar, wyciąg z banku, potwierdzenie przelewu, płatności karta, a nawet świadek, który był w danym momencie z Wami na zakupach i może potwierdzić, że zakupy dokonano w tym sklepie. Paragon jest rzeczywiście pomocny w reklamacji bo łatwiej jest zidentyfikować konkretną rzecz, przez nas reklamowaną, jednak jego bezwzględne żądanie jest ograniczeniem prawa konsumenta do reklamacji i jest to zachowanie niedopuszczalne.

 

Jeżeli kupiony towar posiada wadę, masz pełne prawo do tego, aby złożyć reklamację, żądając tym samym doprowadzenia towaru do stanu zgodności z umową (naprawa lub wymiana) lub zwrotu całości lub części pieniędzy. Podstawą reklamacji może być rękojmia (zawsze) lub gwarancja (o ile została udzielona). Sprzedawca nie może uzależniać przyjęcia reklamacji od dostarczenia paragonu fiskalnego. Powtarzając jeszcze raz – paragon to jeden z wielu możliwych dowodów nabycia rzeczy w danym sklepie w i danej cenie.  Nie dajcie się zbyć – poznajcie swoje prawa i z nich korzystajcie.No więc co należy zrobić? Na początek proponuję pokazać ten post, albo inny artykuł z sieci – może to wystarczy. Jednak jeśli Pani Grażynka nadal będzie obstawała przy swojej racji i podsuwała nam karteczkę z pięknym napisem “paragon podstawą gwarancji”, poproście o rozmowę z kierownikiem. Powinno zadziałać – natomiast w skrajnych przypadkach udajcie się do Rzecznika Praw Konsumenta, on na pewno załatwi tą sprawę pozytywnie.

>Mieliście taką sytuację, gdzie odmówiono Wam przyjęcia reklamacji towaru z braku paragonu?