Piotr Adamczyk – Ferma blond. Recenzja

60
Kolejna nowość wydawnicza w moich rękach. Tym razem jest to Ferma blond od Wydawnictwo Agora. Książkę przeczytał mój teść, gdyż sądząc po tytule stwierdziłam, że nie jest to pozycja dla mnie. Jednak po jego recenzji stwierdziłam, że muszę po nią sięgnąć i nie zawiodłam się.

Na początku słów kilka od autora – Charlotte, przedwojenna Berlinianka i córka znanego antykwariusza, zakochuje się w Adolfie Zieglerze, znacznie od niej starszym malarzu i kobieciarzu, protegowanym Hitlera malującym akty „prawdziwych, niemieckich kobiet”. Wkrótce, pod pretekstem pozowania, staje się jego kochanką, odrzucając zaloty Kristiana. Doroślejący, wciąż zakochany w Charlotte chłopak zaczyna pracę w urzędzie bezpieczeństwa, w tzw. białym wywiadzie szukającym „haków” na znane niemieckie osobistości. Losy bohaterów osobliwego trójkąta splotą się wielokrotnie m.in. w czasie wojny w słynnym „salonie Kitty” – ekskluzywnym burdelu, w którym specjalnie przeszkolone dziewczyny wydobywały informacje ze swych wysoko postawionych klientów, a potem w Łodzi, gdzie mieściła się placówka Lebensbornu, tytułowa „Ferma blond”, w której rodziły się przyszłe pokolenia Niemców i do której porywano jasnowłose dziewczęta różnych narodowości w celach…prokreacyjnych. Tam właśnie po latach skieruje się syn Charlotte, któremu, jak się okaże, ktoś ukradł życiorys i być może nie jest prawdziwym Niemcem. Tajemniczy ośrodek, wymazany z kart historii, stanie się przedmiotem intrygującego śledztwa.
Może na początku zacznę od wyjaśnienia tytułu, czyli co to jest ta Ferma blond. Dla mnie od razu skojarzyło się to z jakąś farmą „produkującą” ludzi o włosach w kolorze blond. Jak się okazało to skojarzenie jest dość trafne, gdyż była to łódzka placówka Lebensbornu, w której na świat przychodziły następne pokolenia jasnowłosych Niemców. Było to miejsce gdzie często sprowadzano do niego młode blondynki w celu ich zapłodnienia… I to właśnie ten wątek blond placówki staje się początkiem niezwykle intrygującej kryminalnej zagadki, która wciągnęła mnie na tyle, że pochłonęłam książkę w jeden wieczór.

Wspomniana Charlotte to córka szanowanego, niemieckiego antykwariusza. Na codzień pracuje w sklepie razem z ojcem. Pewnego dnia do ich sklepu zawitał malarz, Adolf Ziegler, który to zawładnął sercem młodej dziewczyny. Od tej pory robi ona wszystko by zwrócić uwagę artysty. Zupełnie nie widząc tego, że na tuż obok czeka na nią prawdziwa miłość – Kristian. Dziewczyna udaje się zdobyć malarza i wkrótce zostaje kochanką i modelką Adolfa. Jednak uczucie szybko przerasta w zauroczenie niemal fatalne.

Losy Charlotte, Kristiana i Adolfa krzyżują się wielokrotnie. Dzieje się to między innymi we wspomnianej już Fermie blond, która odgrywa sporą rolę w całej powieści. Wiele lat później, poszukując swoich korzeni, Michael, niemiecki polityk, dotrze do informacji o tym tajemniczym miejscu. Ruszy śledztwo, które ujawni głęboko skrywane tajemnice, które nie dadzą spać niejednemu czytelnikowi.

Książka ta, mimo moich wcześniejszych obaw, stała się pozycją do polecenia każdemu. Na pewno podbije serca miłośników kryminałów, ale również osoby lubujące się w romansach. Jest na prawdę świetna i co więcej, każda kartka wciąga czytelnika, który zrobi wszystko by poznać zakończenie. Cóż mogę powiedzieć więcej – przeczytajcie ją koniecznie.

A teraz z cyklu zdanie o… chciałam Wam powiedzieć o moim nowym pomyśle na urządzenie mego ogrodu. Widziałam bardzo fajne figury geometryczne, które zdobią ogród mojej koleżanki. Takie figury służą jej za doniczki. Bardzo fajnie wyglądają sześciany w które można wsadzić kwiatki pnące, jak i te opadające na doniczkę. Postanowiłam zrobić to u siebie. Zainwestowałam w automat tokarski. Dzięki nim miałam możliwość precyzyjnej obróbki przedmiotu kilkoma narzędziami jednocześnie. Już niedługo mój ogród zyska oryginalny wygląd, a ja będę się mogła Wam nim pochwalić.