Lirene Derma Matt – długotrwałe matowienie

52
Linia Lirene Derma Matt pojawiła się na rynku stosunkowo niedawno i została skierowana do pielęgnacji cery osób dorosłych. Jej zadaniem jest niwelowanie problemów skóry kapryśnej, czyli regulowanie wydzielania sebum, co ma gwarantować naszej skórze mat doskonały. Czy rzeczywiście tak jest? Zapraszam na recenzję. 
 

Derma Matt Wygładzający krem normalizujący sebum na noc 
Eksperci Laboratorium Naukowego Lirene stworzyli linię Derma Matt opartą na synergicznym działaniu składników niwelujących nadmierną aktywność gruczołów łojowych i regulujących wydzielanie sebum. Składniki aktywne kremu stymulują dojrzewanie komórek naskórka i ich złuszczanie, co normalizuje fizjologiczne funkcje skóry oraz ułatwia systematyczne oczyszczanie i odblokowywanie porów. Wzmocnienie struktury kolagenowej wokół porów skutkuje ich mniejszą widocznością. Efektem końcowym jest gładka, bez widocznych niedoskonałości, długotrwale zmatowiona skóra, szczególnie w strefie T (czoło, nos, broda). 

Krem zamknięty jest w typowym słoiczku o pojemności 50ml. Ma bardzo lekką konsystencje i cudownie pachnie. Po aplikacji na twarz bardzo szybko się wchłania, nie pozostawiając po sobie tłustego filmu. Stosowałam go na noc i zauważyłam, że moja buzia stała się zdecydowanie bardziej nawilżona, gładka. Wstając rano nie miałam uczucia tłustości, krem nie obciążył skóry. Strefa T zdecydowanie wolniej się natłuszcza, jednak nie wyeliminował tego do końca. Jednak poprawa jest zauważalna. Jeśli chodzi o niedoskonałości to nie pojawiły się żadne w czasie stosowania kremu.

Derma Matt długotrwale matujący krem nawilżający na dzień

Linia Derma Matt została opracowana w trosce o kobiety ze skórą mieszaną i tłustą, ze skłonnością do błyszczenia oraz okresowo pojawiających się niedoskonałości, często wynikających ze stresującego trybu życia lub zmian hormonalnych. Krem zapewnia efekt „optycznego kamuflażu” natychmiast ukrywając niedoskonałości, rozszerzone pory, zaskórniki, przetłuszczoną oraz błyszczącą się skórę.

Krem na dzień jest ukryty w plastikowej butelce o pojemności 30ml. Jego dozowanie odbywa się za pomocą pompki – taka aplikację lubię najbardziej, gdyż jest ona zdecydowanie bardziej higieniczna niż tradycyjne słoiczki. Jedno jej naciśnięcie wystarczy na posmarowanie całej twarzy. Jego konsystencja jest lekka, kremowa i bardzo szybko się wchłania. Nie pozostawia tłustej warstwy, ani uczucia lepkości.

Skóra po aplikacji nie staje się od razu matowa, jednak mam wrażenie, że krem zdejmuje z niej nadmierny błysk. Świetnie przygotowuje ją do dalszego makijażu. Co ważne, posiada również filtr SPF 15 w sam raz na jesienną porę roku. Również jak poprzednik, bardzo dobrze nawilża moją skórę i pozostawia ją przyjemnie delikatną. Nie obciąża jej, nie zatyka porów. Nie powstały po nim żadne niedoskonałości. Makijaż utrzymuje się na kremie bez zarzutu.

Krem na dzień oraz wersja na noc Lirene Derma Matt tworzą razem zgrany duet. Moja skóra zdecydowanie je polubiła. Zauważyłam, że efekt zmatowienia jest utrzymany dłużej, a ja rzadziej muszę sięgać po bibułki matujące.