
Piotr Adamczyk – Ferma blond
Może na początku zacznę od wyjaśnienia tytułu, czyli co to jest ta Ferma blond. Dla mnie od razu skojarzyło się to z jakąś farmą „produkującą” ludzi o włosach w kolorze blond. Jak się okazało to skojarzenie jest dość trafne, gdyż była to łódzka placówka Lebensbornu, w której na świat przychodziły następne pokolenia jasnowłosych Niemców. Było to miejsce gdzie często sprowadzano do niego młode blondynki w celu ich zapłodnienia… I to właśnie ten wątek blond placówki staje się początkiem niezwykle intrygującej kryminalnej zagadki, która wciągnęła mnie na tyle, że pochłonęłam książkę w jeden wieczór.Wspomniana Charlotte to córka szanowanego, niemieckiego antykwariusza. Na codzień pracuje w sklepie razem z ojcem. Pewnego dnia do ich sklepu zawitał malarz, Adolf Ziegler, który to zawładnął sercem młodej dziewczyny. Od tej pory robi ona wszystko by zwrócić uwagę artysty. Zupełnie nie widząc tego, że na tuż obok czeka na nią prawdziwa miłość – Kristian. Dziewczyna udaje się zdobyć malarza i wkrótce zostaje kochanką i modelką Adolfa. Jednak uczucie szybko przerasta w zauroczenie niemal fatalne.
Losy Charlotte, Kristiana i Adolfa krzyżują się wielokrotnie. Dzieje się to między innymi we wspomnianej już Fermie blond, która odgrywa sporą rolę w całej powieści. Wiele lat później, poszukując swoich korzeni, Michael, niemiecki polityk, dotrze do informacji o tym tajemniczym miejscu. Ruszy śledztwo, które ujawni głęboko skrywane tajemnice, które nie dadzą spać niejednemu czytelnikowi.
Książka ta, mimo moich wcześniejszych obaw, stała się pozycją do polecenia każdemu. Na pewno podbije serca miłośników kryminałów, ale również osoby lubujące się w romansach. Jest na prawdę świetna i co więcej, każda kartka wciąga czytelnika, który zrobi wszystko by poznać zakończenie. Cóż mogę powiedzieć więcej – przeczytajcie ją koniecznie.A teraz z cyklu zdanie o… chciałam Wam powiedzieć o moim nowym pomyśle na urządzenie mego ogrodu. Widziałam bardzo fajne figury geometryczne, które zdobią ogród mojej koleżanki. Takie figury służą jej za doniczki. Bardzo fajnie wyglądają sześciany w które można wsadzić kwiatki pnące, jak i te opadające na doniczkę. Postanowiłam zrobić to u siebie. Zainwestowałam w automat tokarski. Dzięki nim miałam możliwość precyzyjnej obróbki przedmiotu kilkoma narzędziami jednocześnie. Już niedługo mój ogród zyska oryginalny wygląd, a ja będę się mogła Wam nim pochwalić.