Święta, święta…i po świętach

Dziś wpis trochę wspominkowy. Jak sami wiecie, święta już za nami. Niestety, bo było pięknie. I wcale nie mówię tu o przystrojonym domu, czy prezentach – chociaż przyznam, że choinka nam się w tym roku udała ;-).
Mam na myśli to wszystko, co nienamacalne. Lubię tę atmosferę — niby nic się nie zmienia ,a jednak jest inaczej. Jest więcej Taty w domu, więcej wygłupów, więcej śmiechu. Nikt się nie śpieszy i wszystko zwalnia, człowiek cieszy się, że jest tu i teraz. Dodatkowo, jeśli ten owy człowiek ma w domu dziecko — cieszy się podwójnie. Przynajmniej ja tak mam. Odkąd jest z nami Julka na wszystko patrze inaczej, wszystko znane staje się nieznane. Przy dziecku poznajemy świat na nowo i to jest w tym najpiękniejsze. Uczymy się cieszyć z rzeczy zwyczajnych. Pierwszych świadomych uśmiechów, pierwszych słów “mama” czy “tata”, pierwszych kroków, pierwszych wspólnych świąt…  Jeszcze mnóstwo tych “pierwszych” przed nami. Oby tylko doczekać … 🙂