Topestetic – dermokosmetyki najwyższej jakości

88

Jakiś czas temu wspominałam Wam o pewnej niespodziance, jaka do mnie dotarła od topesteticspecjalistów w dziedzinie profesjonalnej pielęgnacji. Dziś nadszedł czas, w którym mogę uchylić rąbka tajemnicy – ba! odkryję go w całości i pokażę Wam moje drogeryjne cuda – a są to cuda dosłownie i w przenośni 😉

Pierwszy kosmetyk, który chce Wam pokazać to Intensywnie rozświetlający krem do twarzy Mesoestetic Energy C

Krem zawiera w sobie wysokie stężenie stabilnej formy witaminy C, której intensywne działanie ujednolica koloryt skóry, dostarczając jej blasku. Redukuje efekty fotostarzenia. Witamina C jest również znana ze swoich właściwości rozjaśniających, a jako naturalny antyoksydant intensywnie neutralizuje wolne rodniki odpowiedzialne za starzenie się skóry. Regularne stosowanie kremu widocznie spłyca zmarszczki i redukuje cienie pod oczami, a naskórek staje się intensywnie wygładzony i odzyskuje naturalny blask. Tak pisze o nim producent – a jakie jest moje zdanie?

Zacznijmy od opakowania, które już na początku przykuło moją uwagę. Ma świetny kolor i prezentuje się bardzo elegancko i „drogo” na półce z kosmetykami. Na pewno wyróżni się spośród innych kremów i przyciągnie spojrzenia. Ja co chwila dostawałam pytania od znajomych ciekawych tego co zamknięte jest w tym eleganckim opakowaniu ;-). Kolejnym ważnym elementem opakowania kremu Mesoestetic jest to, że nie jest on zamknięty w zwykłym „słoiczku” jak to zazwyczaj bywa i nie musimy w nim grzebać paluchem – co swoją drogą uważam za bardzo niehigieniczne. Zamiast tego mamy elegancki pojemnik z dozownikiem, dzięki czemu nie dotykamy zawartości, tylko dozujemy odpowiednią ilość kremu gotową do użytku.

Jeśli chodzi o działanie na moją skórę, mogę powiedzieć jedno – jestem zachwycona. W zasadzie to powiem Wam dużo więcej ;). Zanim zaczęłam używać tego kremu, moja skóra była przesuszona, szara i zmęczona – widoczne efekty niedospania oraz utraty wody. Miałam też miejsca, gdzie koloryt skóry różnił się od pozostałej części twarzy – były to małe zaczerwienienia. No i co tu dużo mówić – zauważyłam delikatne, pierwsze zmarszczki. Byłam przekonana, że to na pewno te mimiczne od uśmiechu ;-), jednakowoż mi przeszkadzały.

Co widzę po zastosowaniu kremu? Otóż, stosuję go od około dwóch tygodni – może wydawać się mało i pewnie pomyślicie, że na pewno jeszcze nie widzę efektów. Nic mylnego – widzę! Moja skóra nabrała blasku, efekt rozświetlenia jak najbardziej widoczny. Dowód ? Zauważył to nawet mąż, a jak wiadomo faceci widzą trochę mniej niż my – kobiety.. ;). Skóra pod oczami wyrównała się. Mam wrażenie, że zmarszczki się spłyciły. Fakt nie były wielkie, jednak ja je widziałam. Natomiast teraz z zadowoleniem patrzę w lustro. Krem szybko się wchłania. Po jego nałożeniu jest delikatne uczucie tłustej cery, jednak po chwili znika. Jest bezzapachowy więc powinien odpowiadać każdemu. Zdecydowanie polecam!

Kolejny produkt to Bioxidea Miracle 24 Face Mask maseczka na twarz dla kobiet. Nazwa jak najbardziej adekwatna do produktu – maseczka działa cuda :). Jakie? Ta najnowszej generacji bio-celulozowa maska opiera swoje działanie na naturalnych składnikach aktywnych. Kluczowe składniki to wyciąg z tarczycy bajkalskiej słynący z działania silnie rozjaśniającego skórę. Kompleks aminokwasów, koenzym Q10, peptydy, kolagen morski mają działanie silnie przeciwzmarszczkowe i liftingujące. Spektakularny efekt na skórze możemy zauważyć już po pierwszej aplikacji, a swoje maksimum działania osiąga po ok 5h od użycia. 


Jak sprawdziła się u mnie? Maseczka schowana była w opakowaniu wypełnionym serum, a więc idealnie nasączona i gotowa do działania na mojej skórze. Zapach serum jest dość mocny, jednak przyjemny. Pozostaje on na skórze jeszcze dość długo po zdjęciu maseczki. Samo nakładanie jest szybkie i dość proste – po wyjęciu maski z opakowania należy usunąć plastikową powłokę ochronną i nałożyć maskę na twarz delikatnie ją wygładzając, następnie zdjąć zewnętrzną gazę ochronną. Teraz czas na relaks 🙂 Po około 30 minutach czas na zdjęcie maski (możemy zrobić to już po 15min jednak ja zrelaksowałam się trochę dłużej:) ). Skóra po jej zdjęciu stała się wyraźnie napięta i, to co lubię najbardziej, matowa. Po przejechaniu dłonią nie czułam żadnych nierówności, tylko przyjemne uczucie zmatowienia i delikatnej skóry. Cera stała się rozświetlona, nie widać żadnych oznak nieprzespanych nocy. Cienie pod oczami się rozjaśniły.  Jak na warunki domowego SPA – rewelacja. Oznaki dobroczynnego działania maski utrzymują się nawet do 72godzin. Serum, które pozostało w opakowaniu po wyjęciu maski, zużyłam na szyję i dekolt i tam też zauważyłam różnice po jego wchłonięciu. Polecam!
Ostatni produkt, który pojawił się u mnie to Cell Fucion C MediSpa Sunspray SPF50/PA +++ Filtr ochronny. Jest to filtr z wysoką ochroną UVA/UVB w postaci lekkiej mgiełki. Dzięki delikatnej formule może być on stosowany na makijaż. Zawiera kwas hialuronowy, który posiada właściwości nawilżające, regenerujące oraz antyoksydacyjne. 

Filtr w mgiełce to idealna ochrona na słoneczne dni. Szybko się wchłania, dzięki czemu możemy go stosować również bezpośrednio na makijaż. Stosowany nie zapycha porów, świetnie nawilża. Jego stosowanie nie wymaga wysiłku – dwa, trzy naciśnięcia i gotowe. Czytałam opinie o tym, że bardzo natłuszcza – ja nie odczuwam tego jako wadę. Jest trochę tłusty jednak pamiętajmy ze to filtr. Po jego nałożeniu skóra jest delikatna w dotyku. Zapachem przypomina mi trochę produkty nivea. Mam nadzieję, że pogoda niedługo ruszy do przodu i słonce w końcu zaświeci i będę go mogła używać częściej.